| Słowografie | Haiku | Grafiku | Świathaiku | Rengay | Haibun | Esej | Haijin | Linki | English |
restauracja sushi
polski kelner oferuje
norweskiego łososia
gwiaździste niebo —
posmak żelaza
na moim przygryzionym języku
pusta kawiarnia
chłodna bryza wertuje
menu deserów
gruby pniak
mrówka wkracza po słojach
w moje dzieciństwo
ciepły wieczór:
pomiędzy mną a Wenus
zapach bzu
pożegnanie
kształt wiatru
w jej włosach
ołowiane niebo
ostry kąt
zwrotu jaskółki
noc po sztormie
księżycowe fale głaszczą
martwą rozgwiazdę
zmierzch
cienie
w cieniu
zegar słoneczny —
gnomon podtrzymuje
pajęczą sieć
koncert jazzowy —
gitara puszcza zajączki
w trakcie solówki
mleczna droga —
jej głęboka linia życia prowadzi
opuszkę mojego palca
gwiaździste niebo —
posmak żelaza
na moim przygryzionym języku
letnia noc —
cykanie świerszcza przed
w trakcie i po
pusta kawiarnia
chłodna bryza wertuje
menu deserów
sznur tylnych świateł
Wielki Wóz
wciąż z przodu
gruby pniak
mrówka wkracza po słojach
w moje dzieciństwo
wietrzna plaża
chłopczyk się szarpie
z latawcem-smokiem
szary świt —
za wycieraczką reklama
Edenu Rozkoszy
mroźny poranek
widzę jej pożegnalne
kocham cię
ściskwautobusie—
nazakręciewszyscy
wtęsamąstronę
serce miasta —
po szklanym biurowcu
mknie chmurne niebo
park w pąkach
kobieta w ciąży
głaszcze brzuszek
letni zmierzch
rozgrzane pole stygnie
zapachem siana
parkowa alejka
jesienna mżawka ścisza
szelest liści
samotny wieczór
dwie krople w dół szyby
jako jedna
bajeczna pełnia —
a miałem już o tym
więcej nie pisać
noc Perseidów
już jeden, drugi, trzeci
komarzy bąbel
Warszawa nocą
ramię żurawia wspiera
wschodzącą pełnię
ciepły wieczór:
pomiędzy mną a Wenus
zapach bzu
letnia noc
jeż przechodzi przez ulicę
na czerwonym świetle
kanikuła —
na ramieniu robotnika
spocony smok
do autobusu
i do śródmieścia —
płatek wiśni
postój na oddech
z głębi doliny
terkot traktora
grób obok dębu —
przez moment u babci
ja i wiewiórka
błysk w chmurze
wiadro do góry dnem
zaczyna bębnić
morze maków
z każdym podmuchem
fala
leśna dróżka
stukot dzięcioła
z mgły
mroźny poranek
czubki sosnowych szpilek
w kroplach lodu
pusta weranda
muśnięcie przymrozka
w łapaczu snów
siarczysty mróz
Mleczna Droga
bardziej mleczna
dojrzały granat
głębia jego czerwieni
kusi wiewiórkę
ucichł klekot
gniazdo bociana
łapie liście
gęsi klangor —
z każdym podmuchem wiatru
mam gęsią skórkę
grzybobranie
czy tego dzięcioła
nie boli głowa?
jesienny wiatr
cień wierzby zamiata
opadłe liście
wykwintna kawiarnia —
z pierwszym kęsem placka ze śliwkami
wracam do domu
sad dziadka
stara jabłoń wspiera się
na drabinie
nowiutki dom
wciąż tak daleko
od domu
rysunek z dzieciństwa
dom marzeń wciąż lepszy
niż ten realny
nagła ulewa
wszystko wokół
przyspiesza
s d we m le
św eżej sza lotce
brak kil u kawa ków
FAKTURA ZIMY
przez odbicie
mojej twarzy w szybie
światła miasta
zimny wiatr
pusta filiżanka
jeszcze ciepła
środek zimy — PEŁNIA nie wypełnia p u s t k i
czemu pełnia
jest równa pustce
wieczór bez końca
stare zdjęcie
całus, który zatrzymał
płatki śniegu
pusty kościół
głębia trzepotu
wróblich skrzydeł
pełnia księżyca jej suknia na podłodze pusta
Kukawka — Numer VIII:2 — maj 2008rynek w słońcu
przechodnie formują
stado gołębi
pożegnanie
kształt wiatru
w jej włosach
niska kładka
nartnik szusuje
przez moją twarz
ołowiane niebo
ostry kąt
zwrotu jaskółki
sus konika polnego
chryzantema przez chwilę
kiwa głową
gwiazdy i świerszcze
migotanie wolniejsze
niż cykanie
pierwszy śnieg
próbuję sobie przypomnieć
sen z zeszłej nocy
ZMYSŁY JESIENI
niespieszny spacer
dotyk babiego lata
na czole
długie popołudnie
dźwięk dziadka do orzechów
w ciszy
jesienna pełnia
zapach szarlotki
w całym domu
krąg ogniska
widok iskier
wśród gwiazd
jedwabna pościel
smak śliwek
na jej opuszkach
jesienny bezruch
ulotne wrażenie
déjà vu
upalne dni
kłębiasty kalafior
rośnie na niebie
przedwiośnie
stopniały bałwan
odbija niebo
żabi rechot
znacznie cichszy —
bocian w locie
mglisty poranek
świergot wróbli
wśród drzew bez koron
park w rozkwicie
para nastolatków
na każdej ławce
schyłek wiosny
kapelusz bałwana
dobry na stracha
morze bez fal
słońce zachodzi
w siebie
para w pubie
obydwoje ściągają
nalepki z piwa
huk fajerwerków
głuchoniema para
miga życzenia
sad dziadka
stara jabłoń wspiera się
na drabinie
opuszczony ogród
kwitnący krzak róży
ocienia kopiec kreta
grób obok dębu —
przez moment u babci
ja i wiewiórka
przez odbicie
mojej twarzy w szybie
światła miasta
krzyż na szczycie
tak wiele imion
tu było
postój na oddech
z głębi doliny
terkot traktora
błysk w chmurze
wiadro do góry dnem
zaczyna bębnić
leśna dróżka
stukot dzięcioła
z mgły
morze maków
z każdym podmuchem
fala
zima w pełni
bezlistne drzewo
w pąkach gawronów
pochmurna noc
myślę życzenie
mimo wszystko
świeży śnieg
gubię rytm
czyichś śladów
jesienne słoty
tłum parasoli
u lekarza
niebo w kałuży
zamiast cumulusów
opadłe liście
leśna droga
ślad opony traktora
pełen kijanek
pusty parking
zbędna reklamówka
wiruje z liśćmi
kryształek cukru
odchodzi z mrówką —
poranna kawa
drewniana kładka
ochota by uwolnić
patyk z wiru
mgła tuż po deszczu
wezbrany nurt kołysze
witki wierzby
PEWNEGO LETNIEGO DNIA
kryształek cukru
odchodzi z mrówką —
poranna kawa
prażące słońce
asfalt pełza
pod podeszwami
chłodny deszcz
rozgrzany chodnik
paruje
podwójna tęcza
ani żywego ducha
by się podzielić
tchnienie wiatru
łaskocze stopy —
wieczorny drink
2005
Nowy Rok
psy wyprowadzają
panów
tik-
uśmiech proszę!
-tak
zmiana czasu
zegar na ścianie
wciąż wisi w zimie
ostatni słoik
soku malinowego
pierwsza pszczoła
cisza na szczycie
dzwoni mi
w lewym uchu
brak weny
najdłuższy wers haiku
tuż przed końcówką
kac
wczorajsza pizza
chce wyjść
porządki
jej listy
wciąż pachną
babie lato
zapach waty cukrowej
zanim odjadą
drzewa we mgle
poranna zmiana ptaków
zaspała
ńeizd yndogop
aj
hcaknazrtsul jej w
Sylwester
numery po taksówkę
ciągle zajęte
| © 2005-11 Rafał Zabratyński (RaV) |